Chrześcijaństwo i anarchia
Chrześcijańska krytyka anarchizmu


Znajduję się w stanie zupełnej sprzeczności z moją epoką. Opiewam wolność, czego moja epoka nie znosi. Nie wielbię rządu i jestem religio-anarchistą, podczas gdy epoka deifikuje rząd. Jestem ekstremalnym indywidualistą, podczas gdy epoka jest kolektywistyczna i odrzuca godność i wartość osobowości. Nie wielbię wojny i wojskowych, podczas gdy epoka żyje patosem wojny, kocham filozofię, lecz epoka jest na nią obojętna. Cenię arystokratyczną kulturę, podczas gdy epoka ją degraduje, i wreszcie, wyznaję eschatologiczne chrześcijaństwo, podczas gdy epoka uznaje tylko tradycyjne.
 -Mikołaj Bierdiajew


Wstęp: demitologizacja terminu „anarchia”

Co rozumiemy pod słowem „anarchia”? Większość słowników definiuje je jako bezprawie, chaos, zamęt, rozstrój. Politycy i media używają tego terminu w takim właśnie negatywnym znaczeniu, dlatego też konieczna jest jego demitologizacja, aby możliwe było odróżnienie go od jego semantycznego wypaczenia.

„Anarchia” z greckiego oznacza po prostu „bez przywódcy czy władcy”. W średniowiecznej Łacinie słowo to opisywało Boga jako byt nie posiadający początku. W Nowym Testamencie „arche” tłumaczy się zazwyczaj jako „początek”. W takim znaczeniu używał go Milton, a wcześni chrześcijanie uważali, że to Jezus jest „początkiem”, „Boskim Arche”, który wiedzie prymat i włada wszystkimi istniejącymi mocami.

Przedrostek „an” jest zaprzeczeniem i oznacza „nie” – nie musi więc znaczyć „anty” czy „przeciw”, lecz mówi o tym co raczej „nie” jest czymś niż stanowi jego przeciwieństwo.

Zaproponowanie dokładnej definicji anarchizmu byłoby jednak mylące, jako że w większości anarchizm jest z założenia antydogmatyczny i antyideologiczny, nie głoszący manifestu, nie wyznaczający stanowiska partyjnego, nie podający ekonomicznych wzorców czy gotowej instrukcji działania nowego społeczeństwa. W przeciwieństwie do ostatecznego i autorytarnego podejścia opartego na państwie socjalizmu czy komunizmu, anarchia głosi, że „gdzie nie ma objawienia, tam lud się rozprzęga” (Ks.Prz.29:18). Dlatego też musi on stworzyć i wcielić własną wizję, aby stać się sobą w świecie wolnym od centralizacji, przemocy politycznej i całego ekonomicznego wyzysku i dominacji.


Bałwochwalstwo w ideologii

Państwo nie jest czymś, co można zniszczyć poprzez odrzucenie. To stan, pewien związek pomiędzy ludźmi, tryb ludzkiego zachowania. Można go jedynie obalić poprzez redukcję innych relacji, poprzez modyfikację zachowań.
-Gustav Landaver

Podczas gdy większość teorii anarchistycznych jest bardzo wszechstronna i elastyczna, a w samym anarchizmie istnieje wiele prądów i trendów, ich pogląd na wolne społeczeństwo zawsze zawiera pewne założenia, idee i wątki: urzeczywistnienie zdecentralizowanego i samoregulującego się społeczeństwa składającego się z nie nadzorowanych federacji i ochotniczych związków, opartych na systemie wzajemności między grupami ludzi niezależnie od wieku, płci, koloru skóry, przynależności klasowej czy wiary. Na pierwszy rzut oka, choć większość klasycznych anarchistów jest ateistami lub przynajmniej agnostykami, historycznie pierwszym źródłem inspiracji była duchowość zaczerpnięta z rewolucji średniowiecznych, które miały milenarystyczny lub apokaliptyczny charakter. Dopiero Oświecenie ze swoim manifestem „żadnych bogów, żadnych panów”, przepojone racjonalizmem i utopijnym romantyzmem traktującym o nieuniknionym postępie i osiągalnej przez człowieka doskonałości, spowodowało odrzucenie pierwotnego duchowego źródła inspiracji.

Dla świeckich humanistów-anarchistów rozwiązaniem jest zatem autonomiczne „ja” samo dla siebie stanowiące prawo. Jednakże chrześcijaństwo obstaje przy stanowisku, że taka autonomia, biorąc pod uwagę związek z osobistym stwórcą, nie jest niczym więcej niż fałszywą wolnością, mającą cechy biblijnej historii upadku, gdzie poprzez nadużycie wolnej woli ludzkość przedstawiona została jako z własnego wyboru znajdująca się w stanie oderwania od Stwórcy. Właśnie ten grzech spowodował zerwanie związku między Bogiem a ludzkością. Tak pojmowana „anarchia” zastępuje zaledwie tyranię tyrana, tyranią bez tyrana. Mając to na uwadze, radykalny, teistyczny anarchizm nie wywodzi się z żadnej teorii społecznej, ekonomicznej czy politycznej, lecz z pragnienia ogarnięcia natury ludzkości. Nie odwołując się do żadnego konkretnego wyznania czy sekty, jego zwolennicy odrzucają wyznaniowość, opowiadając się raczej za uniwersalnym wszechogarniającym działaniem Ducha Świętego niż za jakimkolwiek prawicowym fundamentalizmem uzurpującym sobie wyłączność na łaskę boską. Nie powinniśmy nigdy prawdy utożsamiać z nami, lecz jak Jan Chrzciciel, po prostu wskazać na Jezusa.


Odtwarzanie chrześcijańskich początków: korzenie i pionierzy chrześcijańskiego anarchizmu.

Anarchizm nie jest koniecznie ani antyreligijny, ani antychrześcijański. Chrześcijański anarchizm nie jest próbą połączenia dwóch przeciwstawnych, sprzecznych systemów, a raczej próbą podążania za Ewangelią.

Na przestrzeni wieków wiele osób i grup próbowało tego dokonać, tak jak odłamy wczesnego ruchu zakonnego, które rozwinęły się jako profetyczni świadkowie przeciw powszechnej religii sojuszu kościół-państwo. Dopiero w IV wieku, za czasów Konstantyna państwo rzymskie stało się chrześcijańskie i przyjęło naukę Chrystusa jako obowiązującą. Później nastąpił podział na instytucję papieską na zachodzie i kościół ortodoksyjny na wschodzie. Kościół zachodni miał znowu ulec podziałowi w XVI wieku podczas Reformacji. W tym czasie można zauważyć zespolenie ideologii chrześcijańskiej z dominującą ideologią władzy państwowej. Ona z kolei łączyła się z wizją „sprawiedliwej wojny” i postępującym sakramentalizmem i klerykalizmem oraz z sądowniczym, karnym i prawnym spojrzeniem na grzech pierworodny, pokutę, wolną wolę, przeznaczenie i Sąd Ostateczny. Teodycea głoszona przez ojca wczesnego kościoła, Świętego Ireneusza, zainspirowała teologiczne spojrzenie na akt stworzenia, upadek i odkupienie odznaczające się większą swobodą w porównaniu do późniejszych interpretacji Augustyna (które w niedługim czasie stały się podstawą tradycji zachodniego kościoła), a nawet sprzeczne z nimi. Nie każdy wie o tym, że pośród zinstytucjonalizowanych kościołów istniał trzeci wariant, nie będący ani wschodnim, ani zachodnim, ani protestanckim, ani katolickim (jako że Papież to pierwszy Protestant, a wszyscy Protestanci to krypto-papisci – Reformacja przyczyniła się zaledwie do zastąpienia nieomylności Papieża nieomylnością Biblii, papierowego Papieża Protestantów). Boże „podziemie” zawsze było uparcie prześladowane i ogłaszane heretyckim przez oficjalne kościoły . Owo „podziemie” organizowało się pod wieloma nazwami i na różne sposoby, począwszy do odłamów wczesnego ruchu zakonnego, skończywszy na heterodoksyjnym Bractwie Wolnego Ducha i średniowiecznych mistykach takich jak Margaret Poretti i Joachim z Fiore, przeróżne grupy anabaptystów, „spirytualistów” i radykałów z czasów wojny domowej w XVII-wiecznej Anglii, takich jak Diggerzy, Lewellerzy i wcześni kwakrowie.

Tradycja ta zainspirowała również poetę-wizjonera, artystę i mistyka, Williama Blake’a, autora wizji „Albionu”; takich rosyjskich pisarzy jak Lew Tołstoj, Mikołaj Bierdiajew i Fiodor Dostojewski (legenda Wielkiego Inkwizytora); weterankę hiszpańskiej wojny domowej i filozofkę Simone Weil; w tradycji kalwińskiej , pisma Jacquesa Ellula i Karla Bartha; w tradycji luterańskiej, areligijne chrześcijaństwo Dietricha Bonhoeffera i egzystencjalizm Sorena Kierkegaarda; ruch Catholic Worker inspirowany przez takie osobowości jak Peter Maurin, Dorothy Day i Ammon Hennacy (z jego „domami gościny” i personalizmem), czego wersją protestancką byli Sojournerzy inspirowani przez aktywizm profetyczny Jima Wallisa. Należy też zwrócić uwagę na teologię procesu, teologię wyzwolenia oraz etykę sytuacyjną. Warte wspomnienia są też współczesny ruch „Creation-Centred Spirituality”, antymilitarystyczny „Swords into Ploughshares”, „Satyagraha” Gandhiego, powieści Nikosa Kazantzakisa, żydowski egzystencjalista Martin Buber i wczesny ruch kibucowy oraz Anthony Roberts, anarchista będący pod wpływem Blake’a.


Szalom, przyjacielu.

Chrześcijański anarchista nie potrzebuje broni ani wyborów by osiągnąć swoje ideały i nie potrzebuje policjanta czy księdza, który mówi mu jak się zachowywać. Swoje ideały realizuje prowadząc na co dzień jednoosobową rewolucję przeciwko dekadenckiemu, zagubionemu i ginącemu światu.
-Ammon Hennacy

Pierwsi chrześcijanie znani byli jako „ludzie Drogi”, wierzący że Jezus jest ucieleśnieniem Bożego szalom. To hebrajskie słowo oznacza pokój i sprawiedliwość: pokój, tutaj w bardziej kosmicznym znaczeniu niż tylko oznaczający brak konfliktu. Ludzie Drogi nie uznawali żadnego innego absolutnego zwierzchnictwa, za co pierwsi chrześcijanie byli bezwzględnie prześladowani. Odmawiając oddawania czci cesarzowi rzymskiemu, ludzie Drogi postrzegani byli jako wywrotowcy tak religijni jak i polityczni. Dla nich szalom objawił się już w formie embrionalnej w osobie Syna Człowieczego. Królestwo Boże już istniało wewnątrz upadłego społeczeństwa, a posłannictwo Ducha Świętego miało rozpowszechniać kredo życia w duchu Chrystusa, nie w duchu upadłego świata. Posłannictwo Jezusa nie stanowi politycznego spirytualizmu z innego świata w przeciwieństwie do współczesnych skrajności przejawiających się w kulturze politycznej i religijnej, czy to odznaczającej się masowym konformizmem, czy skrajnym indywidualizmem. Jego przesłanie było jedno, aby ludzie zdali sobie sprawę z ich społecznej odrębności.

Jezus żył, nauczał i był ucieleśnieniem tej jednoosobowej rewolucji. Pokazał, co znaczy być w pełni i prawdziwie ludzkim, kochającym i wolnym. Za to został ukrzyżowany przez polityczny i religijny establishment, który widział w nim zarówno wywrotowca jak i bluźniercę. Potrzebą dnia dzisiejszego jest teologia wyzwolenia oparta na Biblii, pozostająca w duchu wczesnych kwakrów, twórców autentycznej profetycznej syntezy społecznej i jednostkowej ewangelizacji, przemieniającej i prowokującej jednostki i struktury społeczne: spełnionej eschatologii. Jak powiedzieliby pierwsi kwakrzy, głoszenie prawdy daje siłę. Współczesną koncepcję pacyfistycznego bezpośredniego działania można określić jako świecką wersję kwakierskiego wiernego.


Apoteoza anarchii

Jestem całkowicie pewna, że istnieje Bóg, tak jak jestem pewna, że moja miłość nie jest złudzeniem. Jestem całkowicie pewna, że Bóg nie istnieje, tak jak jestem pewna, że nie ma niczego prawdziwego podobnego do tego, co jestem w stanie sobie wyobrazić wymawiając to imię, bo nie jestem w stanie wyobrazić sobie Boga, lecz to czego nie mogę sobie wyobrazić, nie jest złudzeniem. Ta niemożność jest dla mnie bardziej odczuwalna niż moje własne istnienie.
-Simone Weil

Anarchia chrześcijańska nie jest punktem docelowym, a po prostu sposobem przygotowania miejsca dla przewodzącego Ducha Świętego. Chrześcijańscy anarchiści nie utrzymują nawet, że taka oświecona anarchia jest opcją możliwą do zrealizowania we współczesnym świeckim społeczeństwie; autorytety polityczne stanowią potrzebę życia społecznego w świecie upadłym (jednak nic ponad potrzebę o świeckim charakterze). Kiedy państwo uzurpuje sobie rolę Boga, chrześcijanie muszą być posłuszni Bogu, nie człowiekowi; jednakże chrześcijański anarchizm nie przejawia chęci atakowania czy obalania władzy doczesnej, bo zaangażowanie się w walkę o władzę byłoby pierwszym krokiem w stronę zła, przeciwko któremu się walczy. Czy Szatan może przegnać Szatana? Nie chodzi o przejęcie władzy, lecz by już teraz żyć podług Ewangelii w ramach babilońskiego porządku świata.

Anarchia chrześcijańska wywodzi się więc z eschatologicznej orientacji Ewangelii, gdzie zmiany nie zależą od gwałtownej rewolucji czy samej dobrej woli człowieka nakierowanej na stworzenie nierzeczywistej, idealistycznej i antropocentrycznej utopii, lecz od wskrzeszającej mocy Ducha Świętego.

Królestwa Bożego, jak podaje Pismo, nie można uznać za utopię, ponieważ nie jest ono w najmniejszym stopniu odzwierciedleniem ludzkiej woli tworzenia porządku lub wprowadzania go. Królestwo Boże nie ma związku z samooświeconym zainteresowaniem ludzkości samą sobą, lecz z potwierdzeniem boskiego zamysłu. Dlatego też w tym kontekście drugie przyjście Jezusa jest interpretowane pod kontem rewolucyjnym i wyzwoleńczym. Nie ma konkretnego kościoła, organizacji czy klasy społecznej, która mogłaby pełnić rolę awangardy zmian historycznych, ponieważ wszystkie relacje społeczne, polityczne i religijne w upadłym świecie cechuje ten sam stan duchowy. Panowie czy niewolnicy, władcy czy poddani, wszyscy jesteśmy grzesznikami potrzebującymi łaski.

Drugie przyjście nie jest tylko czymś, co ma nastąpić w przyszłości, lecz teraz. To spełniona eschatologia i tylko przez tą eschatologiczną orientację chrześcijaństwa możemy pozwolić sobie na bycie anarchistami wobec rządzących tym światem. Jedyną prawdziwą władzą jest władza Boga: wtedy wszystkie inne tracą na znaczeniu.

Ludzkość została wezwana do utworzenia sensu eschatologicznego: czynnego zrozumienia końca, który jest nie tylko zniszczeniem i sądem, lecz również oświeceniem i przemianą świata, nie tylko katastrofą, ale też kontynuacją stworzenia, odrodzeniem w Chrystusie całego kosmicznego porządku. Nadszedł więc moment prawdy: dopełnienie procesu historycznego, gdy zarówno ludzkość jak i jednostka zostają wezwani przed oblicze Chrystusa, mesjasza nadziei i wyzwoliciela upadłej ludzkości. Tym, czego potrzebujemy dzisiaj jest uwolnienie owej millenarystycznej nadziei z jej ideologicznego ograniczenia do racji fundamentalistycznych i marksistowskiego czy faszystowskiego zeświecczenia.

Należy również odrzucić wszelki mistycyzm stosujący techniki duchowe mające zbliżać do Boga: jakkolwiek pojmowane czy definiowane, wspinanie się ku niebu na drabinie naszych własnych spekulacji mistycznych to ściąganie Boga do naszego poziomu, kształtowanie Go według naszych wyobrażeń i na nasze podobieństwo. Ducha Świętego nie należy mylić z naturalnym światłem umysłu, intelektem czy świadomością; nie powinno się Go też opisywać takimi okultystycznymi zwrotami jak „boska iskra”, „przyrodzona boskość”, „boska esencja”, itd. Natura ludzka nie może się odnowić czy ocalić poprzez religię ani inne podobne techniki duchowe lub filozofie.


Wniosek: Chaos to tańcząca gwiazda

Anarchia chrześcijańska nie musi się tłumaczyć ani usprawiedliwiać: nie jest innym systemem. Szukanie jednoznacznych odpowiedzi nie ma sensu, tak jak żądanie ich – w odpowiedzi można usłyszeć tylko kłamstwa. Takie wyjaśnienie mogłoby zwieść poniektórych, przekonać ich, że mają pogląd na sprawę; efektem końcowym takiego systematycznego rozumowania byłoby zaledwie subiektywne kłamstwo, które stałoby się pożywką dla teologów. Anarchia chrześcijańska nie jest sprawą. To prawda, że nawet szlachetną i wzniosłą sprawę można wykorzystać jako kryjówkę lub ucieczkę przed czymś głębokim. Walcząc z bestią musimy uważać, by nie stać się nią; bo za każdy palec wymierzony we wroga, dwa zawsze będą wskazywać w przeciwnym kierunku. Nie ma „ich” i „nas”, jesteśmy ty i ja... a państwo było i jest przede wszystkim swoim własnym wrogiem, a potem wrogiem innych.

W świetnym filmie science fiction, „Metropolis” (film ten stanowi doskonałą ilustrację rewolucyjnej dynamiki anarchii chrześcijańskiej), Maria, podążając za Chrystusem, zapowiada klątwę, która ma spaść na wszystkich przyswajających sobie i afirmujących obsesję autorytaryzmu w postaci buntu przeciwko niemu. Piętnowani są ci materialistyczni anarchiści, którzy opowiadają się za autorytarnymi metodami prowadzenia rewolucji: dominacja klasowa w społeczeństwie komunistycznym może prowadzić do większego totalitaryzmu, niż despotyzm, który miała zastąpić. Nikt również nie może mówić o wyższości moralnej, jak pacyfiści czy wegetarianie: całkowity pacyfizm jest odrzucany jako antyeschatologiczny. Pozostaje nam modlić się i pracować nad wizją minimalistycznego i zdecentralizowanego rządu i czekać na tą ostateczną eschatologiczną przemianę w Królestwo Boże.

Przesłanie przebaczenia zawarte w krzyżu Jezusa może się wydawać politycznie niepoprawne; jednak miłość nie jest rzeczą nową, jest tak stara jak samo stworzenie. Przebaczenie jest i zawsze będzie krzyżem, który przerywa koło przemocy, niezależnie od tego czy będzie to państwo czy policjant odzywający się w naszym sercu lub głowie.

Wniosek jest następujący: w ’36 stoczono bitwę i ci dobrzy przegrali. Kapitalizm zwyciężył, a niestety jedynym zagrożeniem dla zcentralizowanego państwa jest prawica składająca się z wyznawców wolnej woli z ich heterodoksyjną doktryną anarcho-kapitalistyczną, bożkiem w postaci wolnego rynku, wolnego od interwencji państwa. Czy naprawdę chcemy żyć w świecie jak z filmu „Robocop”, gdzie policja jest sprywatyzowana, a międzynarodowe kompanie przejmują cała konkurencję? Globalny kapitalizm doprowadzi do całkowitego monopolu ekonomicznego, a przez to do większej centralizacji politycznej. Na ironię anarchia wolnorynkowa czy minarchia świata wielkiego biznesu ratuje kapitalizm i obdarza nas przyjaznym faszyzmem, lub jednym globalnym rządem: liberalnym totalitaryzmem podkopującym autonomię narodu, narzucający światowemu konsumentowi kulturę amerykańską. Niestety, jedynie reakcyjna prawica amerykańska, milicja obywatelska i jednostki takie jak „uni-bomber” są na tyle odważne by odrzucić nowy porządek świata; jednak robią to powodowani obsesją na tle teorii spiskowych, co prowadzi do wytworzenia duchowego stanu w którym wybierają życie ludzi przegranych lub ofiar. Friedrich Nietzsche pisał do takich ludzi w swojej książce „Antychryst”, w której krytykuje chrześcijan i anarchistów jako wywodzących się z tego samego źródła. Opisuje Jezusa jako „świętego anarchistę”, który popchnął ludzi niskiego stanu, wyrzutków i grzeszników spośród Żydów, aby zwrócili się przeciwko porządkowi; jednak dla prawdziwego rewolucjonisty inspiracją mogą być tylko akty miłości, daje on świadectwo innej rewolucji, ukrzyżowany pomiędzy dwoma łotrami. Cały świat stanowi konflikt. Nie pozwól by określał cię twój wróg!

Wniosek? Nie ma praw - wszystko jest darem...

Od tego, który był anarchistą, lecz który wie lepiej: kochaj Boga i rób co chcesz. Tylko w służbie Bogu można znaleźć prawdziwą wolność.

Yeshua – Jezus jest Panem
Maranatha! Przyjdź Panie Jezu


Posłowie: Koniec historii czy igraszki Adama?

Święty Ireneusz zdefiniował kiedyś heretyka jako kogoś, kto nie potrafi zaakceptować sprzeczności ani paradoksu – oto kim dziś jesteśmy, polityczni autsajderzy z konieczności. Ale gdzie w dzisiejszej kulturze duchowej szukać natchnienia? Niestety, często trudno jest znaleźć przystań duchową w zorganizowanych kościołach, które współcześnie zdają się popełniać przeróżne błędy, takie jak popadanie w fundamentalizm, liberalizm, ekumeniczność, charyzmatyczność. Można się poczuć zupełnie zmarginalizowanym, jednakże nie to usprawiedliwia utratę złudzeń.

Co więc ze współczesną radykalną scena polityczną? Wobec ślepej uliczki parlamentaryzmu czy akcji zbrojnej, których efekty są łatwe do zaleczenia, jako że obie opierają się przede wszystkim na założeniach systemowych (patrz „Tajny agent” Josepha Conrada), dla niektórych jedyną odpowiedzią jest bezpośrednie działanie bez przemocy. Jednak jest to kolejna ślepa uliczka, znowu opierająca się na warunkach ustalanych przez system. Inni mówią nie tyle o działaniu bezpośrednim, które oznacza konfrontację, lecz raczej o przeciwwadze: życiu w komunie, związkach kredytowych, spółdzielniach robotniczych, itd. Oznacza to życie tak niezależnie od systemu, jak tylko jest to możliwe, poprzez kształtowanie małych autonomicznych społeczności wewnątrz starego babilońskiego opartego na wyzysku porządku i czekanie na jego niechybny upadek.

Jednym z najciekawszych prądów współczesnego radykalizmu jest połączenie zdecentralizowanej prawicy i lewicy według syntezy Proudhona (patrz „Proudhon and Anarchism” L. Gambone’a, Red Lion Press, 1996). Głównym kryterium jest tutaj „decentralizacja”, „regionalizm”, „głęboka ekologia”, będące ponad prawicą i lewicą trzecim kierunkiem oczyszczonym z faszystowskiej perwersji jaką jest rasizm, autorytaryzm i militaryzm. To ludowy nacjonalizm kulturowy, wyzwolony i antypaństwowy, oparty na gospodarce rozplanowanej, czyli „małe jest piękne”, bazującej na chrześcijańskiej myśli ekonomicznej Hillaire Belloc i G.K. Chestertona (zainteresowani analizą owej „trzeciej drogi” powinni zajrzeć do „To End Poverty: The Starvation of the Periphery by the Core” Richarda Hunta, „Excellent Millenium” Hakima Beya, Autonomedia and G.O.D. 1996 oraz „The Mercia Manifesto”, Witan Press 1997, przygotowane przez ruch The Mercia ).

Tradycyjny brytyjski radykalizm wymaga dziś reform. Warto wspomnieć takie nazwiska jak Goeorge Orwell, Willaim Morris, Jonathan Swift i oczywiście William Blake. Jeśli nie będziemy w stanie stworzyć wizji, lud się rozprzęgnie, zgodnie z huxleyowskim wyobrażeniem technokratycznej monokultury. Gdzie możemy teraz szukać wizji, odnowy? Dadaizm i surrealizm mówiły o sile wyobraźni; bitnicy, hippisi i punki starali się tę romantyczną wizję wprowadzić w życie. Każda dobra teologia i polityka powinna kończyć się poezją, jako uświęceniem sztuki życia. Jak powiedział św. Ireneusz, człowiek żyjący pełnią życia, chwali Boga. Przyszłość należy do naciągaczy lub świętych głupców o zdolnościach nadwornego błazna i trubadura sławiącego rycerstwo i miłość dworską. Raoul Vaneigem w swojej książce „Outline for an Alchemy of Self”, pisze:

Kamień filozoficzny to sedno Miłości, przywołujące ludzkość do życia, od którego została odizolowana (…). Tak w ogólnym zarysie przedstawia się wreszcie wszechświat daru. Nie jest to poświęcenie wymagane przez prawo wymienności, lecz miłość pozbawiona indywidualistycznej samolubności (…), samo-miłość wzbogacana przez wszystko, co ze sobą niesie (…) trzeba bezgranicznie kochać życie (…), by sięgnąć sedna miłości. Aby dotrzeć do siebie, trzeba wyjść od siebie. Każda jednostka jest dla siebie przeznaczeniem (…) Przynajmniej na to jestem gotów wszystko postawić (…) Czas i przestrzeń przeznaczone do życia są bardzo ograniczone (…). Nic jednak nie powstrzyma mnie przed poszukiwaniem tego dziwnego tłumu ludzi mieszkających w cieniu szafotu, w mroku więzień i fabryk (…) To oni żyli zawsze i wciąż usiłują żyć (…)Ten tłum jest częścią nas i w nas żyje. Aby usłyszeć ich głosy, wystarczy wsłuchać się w próżne krakanie śmierci.

„A ziemia będzie wspólna dla wszystkich, nie podzielona murami ani płotami, sama wyda życie i obfity owoc, a bogactwo będzie powszechne i niezakłócone, bo nie będzie już więcej biednych ani bogatych, tyranów ani niewolników, wielkich ani maluczkich, nie będzie króli, książąt, lecz wszyscy będą równi i nikt nie powie już, że noc zapada, ani że wstaje ranek, ani że było wczoraj, bo nie będzie już dni, ani wiosny, ani zimy, ani lata, ani jesieni, ani małżeństwa, ani śmierci, ani sprzedawania, ani kupowania, ani zachodu słońca, ani wschodu, bo sprawi Bóg, że będzie jeden długi dzień.”

Apokryficzna Apokalipsa Św. Piotra


   Wayne John Sturgeon


<< powrót