W rocznicę sierpnia...


Nie podobają mi się ostatnio zadymy (ze względu na ich nieskuteczność wobec ustroju niezbyt politycznego, kiepskie wykonanie, a zwłaszcza brak innych pomysłów, jak wpływać na rzeczywistość), ale uważam, że jak się coś robi, to trzeba to robić dobrze, nie można się zaś tego nauczyć, robiąc raz do roku 1 maja, dlatego na zjeździe F@ w Łodzi zaproponowałem zrobienie cyklu zadym ogólnopolskich (10 w roku przynajmniej), by móc sobie poćwiczyć, a przy okazji coś tam może osiągnąć. Na „dzień dobry” zaproponowałem [anty-Busha i] 31 sierpnia w Łodzi – plan był prosty, w rocznicę strajków z roku ’80, w mieście, które bardzo boleśnie odczuło skutki reform AWS-u, a któremu nic nie pomagają rządy lidera SLD, powiedzieć „nie!” wyborom i politykom wszelkiej maści. Szybko okazało się jednak, że F@-Łódź panikuje na samo słowo „zadyma”, dopatrując się w nim próby powtórki z Pragi ’2000 co najmniej, inni zaś zaczęli na e-liście „Akcja” niepotrzebnie ich obrażać (choć można było się dogadać jak sądzę – potem ekipa zrobiła wszak demonstrację 31 sierpnia u siebie). Pomysł zrobienie demonstracji w Łodzi bez miejscowej ekipy szybko upadł, zaczęto więc kombinować z Gdańskiem czy Szczecinem, próbując wkręcić nas w zorganizowanie „imprezy” dla gości z Polski (kiedy my byliśmy na drugim jej krańcu, zwiedzając Śląsk). Choć miałem tam jeszcze sporo roboty z wydaniem książki [zbornika o miastach i miejskości], z ciekawości wpadłem do Gdańska w końcu sierpnia i z Bełtem zrobiliśmy specjalny numer „Ulicy” na zadymę w nowej formule (zamiast antywyborczej w ogóle – przeciw obłudzie AWS-u, Buzka i Krzaklewskiego, którzy chcieli od rocznicy tamtej „Solidarności” odciąć kupon potrzebny im w kampanii; postanowiono więc, że nie będzie własnego dymu a wjazd na imprezę AWS-u pod pomnikiem przy Stoczni Gdańskiej). Na miejscu zastałem trochę naszych ludzi (ekipy z Trójmiasta, Poznania itp.), którzy - bez wyraźnego planu „co robić” - czaili się gdzieś z boku (podobnie jak Liga Rodzin Polskich, która przyszła zadymić przeciw... Unii Europejskiej – szkoda, że się nie ujawnili na czas, może razem bylibyśmy głośniejsi, a tematykę protestu zawsze można poszerzyć), było też trochę oficjalnych delegacji z zakładów pracy, kompania honorowa wojska z policją (niezły zgrzyt w tym miejscu), jacyś gapie, stoczniowcy i parę osób, które przychodzą tu od grudnia 1970 roku i które znałem z zadym w stanie wojennym; dobry układ – goście pytają „co to za młodzież z czarnymi flagami?”, znajoma odpowiada „anarchiści, swoi ludzie” i już jesteśmy u siebie, mimo różnicy naszych bajek. Proponuję by wejść do środka zgromadzenia (z boku może nas skasować policja) i poczekać na oficjeli, ale że ci się spóźniają – zaczynamy sami, rozdając „Ulicę” i inne papiery (politycy też to robią, ludzie są więc nieufni, ale szybko im to mija i biorą niemal wszyscy), rozwieszamy transparent („Gdzie się podziała Samorządna Rzeczpospolita?”) i czarno - czerwone sztandary, a Szoszon zaczyna przemawiać (o tym, że dziś nie ma już prawdziwej Solidarności, że sprzedano Stocznię etc. – ludzie stojący bliżej nas biją brawa), potem ja dodaję parę słów od siebie (m.in. o globalizacji i o tym, że „Solidarność” cofnęła poparcie dla festiwalu „Zakazane piosenki”, próbując go ocenzurować, a przecież wśród 21 postulatów z Sierpnia ’80 było zniesienie cenzury – ludzie są zbulwersowani, idąc na zadymę nie zdążyli jeszcze tego news’a zaliczyć z oficjalnych mediów). Z pewnym opóźnieniem pojawiają się oficjele, organizatorzy, którzy dotąd nas tolerowali, ograniczając się do obstawienia agentami BOR-u, teraz proszą o ciszę, ale nic z tego – przez całe przemówienie Buzka i Krzaklewskiego lecą nasze okrzyki i gwizdy, nic nie da się wyciąć do telewizora (w wiadomościach potem leci info, że nieliczna grupa anarchistów usiłowała zakłócić obchody rocznicy, a premier Buzek powiedział... „władza precz!” – nic więcej nie było słychać). Biskup patrzy na nas z nienawiścią na twarzy, oficjele próbują nas uciszyć po dobroci (atak policji nie wchodzi w rachubę, kacykowie byliby pierwszymi ofiarami pobicia), a my krzyczymy: „Zdrajcy”, „Buzek na wózek”, „Była sobie Solidarność”, „Sprzedana stocznia”, „Walka trwa”, „Solidarność nie jest wasza” etc., a zwłaszcza kultowe „Władza precz!”. Kiedy zaczynają się pacierze i składanie wieńców przez delegacje zakładów, idziemy sobie precz, do nich nic nie mamy. Ponoć BOR-owiki chciały nas zwinąć, kiedy odchodziliśmy, ale zostali poszarpani przez weteranów zadym i stoczniowców, więc dopiero w połowie drogi do dworca kasują nas mundurowi, spisują nas, co trochę trwa, więc znów rozwieszamy transparent i flagi, przybiega parę osób spod pomnika, opieprzają policję, że znów jest jak w stanie wojennym itp., w końcu idziemy na dworzec rozdać resztę „Ulicy” (było jej kilka razy więcej niż wszystkich uczestników zdarzenia, psów nie wyłączając – pod pomnikiem było jakieś 200 osób jak sądzę, naszych około 30/40, do tego ci, co się przyłączyli i jakieś 10 osób z LRP, reszta delegacje i oficjele). Na tym można by zakończyć relację, próba happeningu w wykonaniu młodzieży była dość żenadna (fatalne miejsce i czas, nawet mi się nie chciało słuchać, czy dobrze grają swój spektakl – cóż, spontan), gdyby nie rozmowa ze stoczniowcem. Zaczął od narzekania, czemu „święte miejsce” naruszyliśmy, tam lała się krew (pokazuje rękę przestrzeloną kulą w ’70), my na to, że nas bardziej oburza, że taki Buzek z Krzaklewskim, czy policja tam przychodzi, a miejsce jest święte tylko tak długo, jak długo walka trwa (mówię mu, że zadymiałem tam przez cały stan wojenny i to był mój wyraz szacunku dla tych, co polegli za naszą sprawę), w końcu jakoś się rozumiemy i gość mówi mi po cichu (on się tego wstydzi): „Pan wie ilu ludzi z tych, co są teraz na oficjalnym bankiecie, było w sierpniu ’80 na Stoczni?! Dosłownie dwóch, [ksiądz] Jankowski i jego kucharz” [tym razem AWS zapomniał nie tylko o Gwieździe i Walentynowicz, ale i o Wałęsie], a ja to zaraz powtórzyłem naszej ekipie, a teraz i wam. Media na ogół napisały i powiedziały prawdę, choć jednym bardziej się podobała, a innym mniej. Kuponu od rocznicy AWS-owi odciąć się nie udało i to wszystko, jeśli idzie o 31.08.2001 w Gdańsku.


  Jany P. Waluszko


<< powrót