|
Nowe plemiona Ameryki (cz. II teraźniejszość) Wśród anarchistów „niemożliwych do zaklasyfikowania” od połowy lat 80. na czoło wysuwa się periodyk pt.„Anarchy. Journal of Armed Desire”. Jego redaktorem naczelnym jest Jason McQuinn, do redakcji należeli też E. B. Funck, A. Hacker, Shagbark Hickory, Toni Otter, Bob White, Mikell Zhan, Feral Faun, Manolo Gonzales, Alison Gross, Neal Keating, Tad Kepley, Michael William i John Zerzan. Zwróćmy uwagę na tego ostatniego: po rozruchach w Seattle został uznany (przynajmniej przez media) za teoretyka tzw. „czarnego bloku”, czyli najbardziej radykalnej, anarchistycznej frakcji antyglobalistów. „Anarchy” reprezentuje anarchizm, rzekłbym, „totalny”. Żadnych kompromisów w obronie Wolności! Ta konsekwencja doprowadziła grupę do fundamentalnego dla niej punktu: zakwestionowania nie tylko wszystkich instytucji i norm społecznych, ale też samej cywilizacji. Programowy artykuł z numeru 33 zatytułowany był „Abandoning Civilization”, w tym samym numerze Fredy Perlman definiował cywilizację jako „systematyczne samozniewalanie się i samoalienowanie ludzkich społeczności” („Against His-story, Against Leviathan!”). Odrzucona zostaje – oczywiście - zorganizowana religia (nr 15). Bob Black domagał się zakazu pracy („Abolition of Work”, nr 8). John Zerzan poszedł chyba najdalej krytykując samo pojęcie czasu jako zjawiska kulturowego a nie fizycznego: „nieugięta natura czasu dostarcza ostatecznego modelu dominacji” („Time and Its Discontents”, nr 39). Ale co w zamian? „Anarchy” szukało inspiracji w biocentryzmie „głębokiej ekologii”, w luddyzmie, w stirneryzmie i opowiadało się za powrotem do paleolitu. Teoretyczne uzasadnienie dawały takie artykuły jak „Future Primitive” Zerzana (nr 33) czy „The Stone Age Revisited” M. A. Jaimesa (nr 35). Praktyczne wskazówki można było znaleźć w tekstach o „miejskim szamaństwie” („Urban Shaman”, nr 33), Froncie Wolności Pieszych (Pedastrian Freedom Front) czy... Rewolucyjnej Armii Złodziei Sklepowych (Revolutionary Shoplifting Army, nr 40). Nie był to szczeniacki wygłup ani epatowanie lumpiarstwem: Neil Keating w artykule „Rioting and Looting As a Modern Potlatch” (nr 40) uznawał zarówno obdarowywanie się prezentami z okazji świąt jak i plądrowanie sklepów za „potlacz” - podstawę alternatywnej ekonomii. Szczególną uwagę poświęcano seksualności. „Anarchy” wołało o „świat bez moralności” („For A World Without Morality”, nr 38), propagowało rewolucję seksualną (Richard Walters „Whatever happened to sexual revolution”, nr 20-21), związki niemonogamiczne („Nonmonogamy”, nr 40) i biseksualizm (M. William „Bisexuality”, nr 36). Nic dziwnego, że pismo wchodziło w spór z feministkami, broniąc przed nimi pornografii (Paula Webster „Pornography & Pleasure”, nr 16). Wszystko to mieści się jeszcze w głównym nurcie anarchizmu, „Anarchy” jednak szło dalej, domagając się także wolności dla pedofili. Na jego łamach pojawiały się artykuły takie jak „Free The Kids” (nr 27) czy „Positive Child-Adult Sex: The Evidence” Joela Fatherstone (nr 33), odezwy pedofilskiej organizacji North American Men Boys Love Association, wreszcie listy skazanych za swe czyny pedofili. To ostatnie było nie do zaakceptowania nawet dla wielu anarchistów! McQuinn bronił jednak „prawa dzieci do kontaktów seksualnych z kimkolwiek chcą i dorosłych do przyjemności z takich kontaktów”.Zwalczał w ten sposób „wiktymizm” – ideologię postrzegającą pewne grupy jako ofiary i ograniczającą ich wolność (np. lesbijski feminizm). Oprócz cywilizacji, kapitalizmu i moralności wrogiem w oczach „Anarchy” był także nacjonalizm i rasizm. Wszystko to zresztą ściśle się ze sobą miało wiązać. Według Perlmana (”The Continuing Appeal of Nationalism”, nr 37) „nacjonalizm był metodologią dla wprowadzenia imperium kapitału”. Pisał: „(...) świat jest kolonizowany przez państwa narodowe, a nacjonalizm jest dominującym, bieżącym i (miejmy nadzieję) ostatnim stadium kapitalizmu” (globalizacja pokazuje nam jednak, że Perlman się tu pomylił). Kwestionowano samo istnienie zbiorowości takich jak naród czy rasa. Keating pytał: „What Is Race?” i odpowiadał: „Race is a fiction” (nr 37). By przeciwdziałać tej iluzji proponowano - w charakterystycznym dla „Anarchy” kpiarskim stylu – by tworzyć dla uzależnionych kluby Anonimowych Nacjonalistów na wzór AA („When Nationalist Frenzy Strikes...”,nr 39). Podkreślić tu znowu trzeba konsekwencję pisma, które bez wahania zwalczało też nacjonalizmy hołubione przez Politycznie Poprawną lewicę. Polemizując z listem nazisty McQuinn pisał: „biały czy czarny, rasowy nacjonalizm jest przykry” (nr 38). Bob Black w numerze 38 krytykował „czerwoną [tj. indiańską – J.T.] nacjonalistyczną infiltrację w środowisku anarchistycznym” i idealizację przez jej przedstawicieli kultur tubylczych („infiltratorzy” - Ward Churchill i Annette Jaims – zrewanżowali się zarzutami rasizmu i seksizmu pod adresem Zerzana). Ba, oszczędzeni nie zostali nawet Żydzi. McQuinn w polemice z anarchistą żydowskiego pochodzenia Billem Weinbergiem napisał: „Nie trzeba być antysemitą ani wyznawać teorii spiskowych, by zauważyć, że w amerykańskich mediach Izrael nie może zrobić niczego złego. Jest też jasne, że większość dokonywanej przez media mistyfikacji dotyczącej aktualnego procesu kolonizacji Palestyny (...) znajduje usprawiedliwienie w wyolbrzymianiu Holocaustu do niemal metafizycznych rozmiarów. Ale naziści już nie rządzą” (nr 38). Dodajmy, że „Anarchy” twardo stało na gruncie wolności słowa i swobody badań naukowych: mimo krytyki drukuje listy nazistki Molly Gill i innych, recenzuje publikacje rewizjonistów historycznych itd. „Anarchy” nie tylko zwalcza kapitalizm (co odróżnia pismo od libertarian) ale też zdecydowanie podkreśla swą antylewicowość. Najbardziej znienawidzeni byli maoiści. Gonzales („Peru: Ideology of Apocalypse”, nr 37) opisywał zbrodnie senderystów. William (zaangażowany, jak się zdaje, w ruch gejowski, co nie jest bez znaczenia ze względu na maoistowską homofobię) w polemice z Maoist Internationalist Movement stawiał znak równości między komunizmem i faszyzmem. Cytował odezwę przywódcy włoskich komunistów Togliattiego: „Ludu Italii! Faszyści starej gwardii! Faszystowska młodzieży! Komuniści przyjęli faszystowski program z 1919 roku, który był programem pokoju i wolności, programem, który bronił interesów robotniczych” (nr 39). Dotyczyło to wszystkich lewaków. Bob McGlynn (czołowy propagator współpracy z anarchistami Europy Wschodniej w latach 80.): „Dla anarchistów współpraca z partiami lewicowymi jest nieświadomą hipokryzją. (...) Anarchista promujący współpracę z komunistami nie tylko propaguje tąż, ale bezpośrednio tworzy podziały wśród anarchistów (...)” („Anarchist Rally in Chattanooga”, nr 39). Raoul Vanegeim („Spurious Opposition”, nr 39) próbował uogólniać: „Socjalizm proponuje (...) ochronę jednostek przed wzajemnymi konfliktami. W praktyce jednak realizuje zgoła odmienne rozwiązanie. Ostatecznie eliminuje konflikty bez wyzwolenia jednostki; co gorsza, rozpuszcza jednostkę w kolektywnej przeciętności”. Krytykę lewicy przenoszono też na inne odłamy anarchizmu. William („A Libertarian Frankenstein”, nr 40) atakował „wolnościowy municypalizm” Bookchina za reformizm i biurokratyzm ale też techno-optymizm. McQuinn (nr 40) uważał anarchosyndykalistów z IWW za „leninistów”, odrzucał ich XIX-wieczny „workeryzm” (koncentrowanie się na robotnikach – a nie na ludziach jako takich). Dla Keitha Sorela (nr 39) IWW to „międzynarodowa federacja konających syndykalistycznych biurokracji związkowych”. Perlman (nr 37) odmawia nawet bakuninistom miana anarchistów: akceptowali oni cywilizację przemysłową, a ta jego zdaniem musi wytwarzać państwo. Właściwie jedyną grupą anarchistyczną, z którą „Anarchy” zdawało się sympatyzować była Woodstock Anarchist Party – odłam YIP. Jeśli dodamy do tego kpiny z Politycznej Poprawności (np. „Dyrektywa 2358-A Biura Poprawności Politycznej” w nr 33), krytykę neofeminizmu (Annie Le Brun „Vagit-Prop”, nr 37), solidaryzowanie się z sekciarzami z Waco (John Zerzan, „We All Live In Waco”, nr 37 – dodajmy, że prawicowy terrorysta Timothy McVeigh także dokonał zamachu na znak solidarności z Waco) – będziemy mieli obraz bardzo niepoprawnych politycznie anarchistów. ...„Anarchy” domaga się zrealizowania wolnościowej utopii poprzez powrót do kamienia łupanego. W przeciwnym kierunku podążył tzw. „elektroniczny anarchizm”. Jego zwolennicy szansę na urzeczywistnienie totalnej wolności widzą właśnie w rozwoju zaawansowanych technologii. W lipcu 1990 r. powstała Electronic Frontier Foundation, wśród założycieli której znaleźli się Mitch Kapor (twórca Lotus Development), Steve Wozniak (prezes Apple), John Perry Barlow (główny ideolog, właściciel rancza w Wyoming i autor tekstów Grateful Dead). EFF postawiła sobie za cel inicjowanie publicznej debaty na temat kwestii społecznych i prawnych, jakie pojawiły się w związku z rozwojem internetu. Zdaniem działaczy Fundacji cyberprzestrzeń to nowe suwerenne terytorium, wyłączone spod jurysdykcji jakichkolwiek władz politycznych, na którym nie funkcjonuje też tradycyjne prawo własności. Z czasem jej ekspansja doprowadzi do całkowitej atrofii istniejących systemów politycznych i administracyjnych takich jak państwo. Proklamowana została nawet „Deklaracja Niepodległości Cyberprzestrzeni” ale bardziej praktyczną próbą realizacji zasad „elektronicznego anarchizmu” wydaje się być funkcjonowanie systemów takich jak Linux czy Napster. Jarosław Tomasiewicz |