|
Nowe i nowsze rozważania o nowości – i nie tylko, bo i o anarchistyczny światek zahaczające Wydarzenia zmieniają się z minuty na minutę. Babilon płonie! Nowy Jork płonie! Wciąż nowe informacje, nowe wrażenia. Nie zdążę dodać nic więcej, bo już za chwilę świat ogarnąć może nowa wojna. Dziś liczy się tylko to co nowe i chyba o tym właśnie czas napisać. Choć nie jestem pewien czy odkryję coś nowego, może powiem tylko o prawdach starych, które jak dotąd nie doczekały się nowego wydania – tylko w takim byłyby dostrzeżone. Od dziecka mąci się nam głowę nowymi wrażeniami, całe dzieciństwo to przecież okres gdzie poznajemy Nowy Świat. Zaszczepiona w nas ciekawość i chęć poznania nowości nie znika jednak z czasem, a wręcz przeciwnie jest wciąż podsycana i wykorzystywana. Nowość – brzmi to zachęcająco i wręcz magnetycznie przyciąga. Magia nowości niczym zasłona dymna zakrywa stare koszmary: (...) 42. Spektakl jest momentem, w którym towar totalnie opanowuje życie społeczne. Nie tylko odniesienie do towaru stało się widoczne, ale nie widać nic poza nim: świat który widać, jest jego światem. Nowoczesna produkcja ekonomiczna rozprzestrzenia swą dyktaturę ekstensywnie i intensywnie. W okręgach mniej uprzemysłowionych jej królestwo, w którym kilka towarów odgrywa rolę gwiazd – jest już obecne jako wyraz imperialistycznej dominacji czołowych okręgów produkcyjnych. W owych strefach zaawansowanych przestrzeń społeczna jest opanowana przez nakładające się sukcesywnie warstwy geologiczne towarów. W tym punkcie ’drugiej rewolucji przemysłowej’ wyobcowana konsumpcja staje się dla mas dodatkowym obowiązkiem wobec wyobcowanej produkcji. To cała sprzedana praca społeczeństwa staje się globalnie totalnym towarem, którego cykl musi się odnawiać.(...) I jeśli zgadzamy się z powyższymi stwierdzeniami, idąc dalej napotykamy kolejne, które jeszcze rozjaśniają nam obraz: (...) Dzisiaj wartością stała się konsumpcja, nie zaś zachowanie w dobrym stanie, kupuje się po to, by zaraz wyrzucić. Niezależnie od tego, czy nabywamy samochód, sukienkę czy jakiś gadżet, bawimy się nimi przez krótki czas, a gdy już nas znudzą, pozbywamy się ich, bowiem stały się ‘stare’ i kupujemy najmodniejszy wzór. Nabywanie przejściowe, posiadanie i użytkowanie, wyrzucanie (lub jeśli to możliwe zyskowna wymiana na lepszy model), nowy nabytek – tak wygląda błędne koło konsumpcji-kupowania, a mottem dzisiejszych czasów z pewnością może być hasło: ‘Nowe jest piękne!’(...) (2) Myśli zawarte w obu cytatach nowe nie są – w moim przekonaniu nie tracą jednak na aktualności. Tracą jednak na sile gdy rozpatrujemy je osobno. Jeśli więc świat towaru jest powszechny to przecież wszystko jest towarem. Jeśli konsumpcja jest hasłem przewodnim tego świata, to „nowość” jest rodzajem afrodyzjaku - jest niczym napój życia. Produkty atakujące nas z ekranów telewizorów, plakatów i bilbordów to jedno. Łatwiej zdajemy sobie sprawę z tego, że większość z nich nie jest nam wcale potrzebna, że są one w istocie potrzebami wykreowanymi sztuczne tylko i wyłącznie dla zysku nielicznej grupy. Trudniej przychodzi nam jednak dostrzec powszechność „świata towarów”. Towarem jest władza i polityka, ponieważ towar to „stary” wciąż wymaga odświeżania. Przykładem z podwórka niech będzie Platforma Obywatelska, co to jako nowa siła występuje, z nowymi liderami. Nowość jest tu jednak jak zwykle tylko pozorna, bo za nową nazwą, nowym logiem itp. kryje się ten sam program znany już przecież, opatrzony jednak naklejką nowość, dobrze się sprzedaje. Władzę jednak anarchiści odrzucają, a na politykę patrzą nieufnym okiem nawet jeśli sami biorą w niej udział choćby marginalny. Tu więc niebezpieczeństwo dostrzegane jest samo przez się, trudniej więc wpaść w pułapkę zastawioną przez „sprzedawców towarów”; nawet jeśli kuszą nowością . Problemy „produkowane” przy sporym udziale polityków i systemu kapitalistycznego którego ci są strażnikami, bardziej interesują anarchistów. Starając się znaleźć własne alternatywne do proponowanych przez system rozwiązań, zapominają, że mają do czynienia nie tyle z problemami co z „produktami”. Znów ujawnia się powszechność „świata towarów”. Bezrobocie jest jak najbardziej problemem i jednocześnie produktem kapitalizmu. Podobnie jak programy walki, pomysły zwalczania go czy też ograniczenia, to produkty – sprzedawane przez partie polityczne, które ludzie „kupują” w czasie wyborów. Wojna jest problemem i to co gorsza ciągle powracającym. Jednocześnie jest też produktem. CNN, BBC, Skay News – oni z tego żyją. Nowa Wojna Ameryki – takim nagłówkiem opatrzono tą samą, znaną i starą śmierć niewinnych. I co? Produkt się sprzedaje. Ciągłe produkowanie nowych problemów – choćby pozornych – jest najlepszym sposobem by odwrócić uwagę od tego, że to system jest rzeczywistym problemem. Na tym jednak gra się nie kończy, produkując mianowicie kolejne problemy produkuje się jednocześnie, wręcz jako bonus metody walki z nimi. Oczywistym jest, że sprzedawane jako „nowe” cieszą się większą popularnością. Mamy więc Sambę przeciwko globalizacji, Food not Bombs i wiele innych inicjatyw pojawiających się co chwila, bo jakże przyciągają swoją „nowością”. Manifestacja na ulicy mniejsza o to w jakim celu to jedno, ale gdy celem jest to by pokazać innowację i nowość w postaci puszczanej w jej trakcie muzyczki to już nie wymaga komentarza. Nie chcę być źle zrozumiany, nie szukam z nikim zwady, chcę tylko pokazać siłę systemu. „Sprzedaje” nam uliczną zadymę (3) jako formę walki z nim, jednak gdy ją „kupujemy” cały sens zadymy (jeśli jakiś w ogóle był) pryska, zwycięstwo ponownie zainkasował system. Powtórzę więc raz jeszcze, nie krytykuję niczyich metod - przykłady powyższe służą jedynie jako przykład, czy dobry to już sami oceńcie, bo różnie to może wyglądać na własnym podwórku – a jedynie podejście. Gdy chwytamy się kolejnych pomysłów, tylko dlatego, że są nowe, wpadamy samoczynnie w pułapkę – bo gdy mija dziecińca fascynacja nowością, odrzucamy ją, a system podaje nam nową. By nie demonizować owego systemu trzeba też dodać, że sami szybko uczymy się „produkować nowości”. Ta gra trwa nieustannie, choć nie zawsze przebiega według odgórnie ustalonych reguł – czasem zdarza się uzyskać jakieś małe zwycięstwo. Rewolucjoniści różnej maści od zawsze zapowiadali stworzenie – Nowego Wspaniałego Świata – może właśnie dlatego tak łatwo padają pod naporem nowości produkowanych przez system i w odpowiedzi na nie produkują swe własne. Czy ogień można zwalczać ogniem? Ja osobiście nie wierzę w taką metodę – istnieje zbyt duże ryzyko, że spali się wszystko dookoła. Jakie więc znaleźć wyjście z tej sytuacji? Bynajmniej nie żadne nowe (zresztą we wstępie zaznaczyłem, że o niczym nowym pisać tu nie chcę) – walkę jakąkolwiek z systemem trzeba zacząć od siebie. Brzmi to jak banał, może właśnie dlatego, że tak często jest powtarzane i jednocześnie tak szybko zapominane. W świecie w którym zmiany zachodzą tak szybko i co nóż pojawiają się nowe problemy, nie ma czasu, trzeba działać, wymyślać bądź chwytać się nowych pomysłów. Jednak jeśli nie żyjemy „naszą rewolucją”, a jedynie próbujemy sprzedać ją innym, cały trud, a przede wszystkim pośpiech jest daremny. Traktując kolejną nową inicjatywę jako lekarstwo na otaczające problemy, zapominamy, że „nowość” jest tylko otoczką i sama w sobie nie wiele znaczy, bo zbyt szybko umiera w dzisiejszym świecie. Siłę do zwycięstwa z naszymi problemami, powinniśmy znaleźć w autentyczności naszego własnego życia. Prawdziwa, a nie wydumana, solidarność, braterstwo, wspólnota, równość, uczciwość o to cechy stare i przeto mniej atrakcyjne niż „nowe” idee, jednak bez ich zaistnienia w nas samych nic się nie zmieni. Istnieje masa pomysłów na zorganizowanie sobie życia bez konieczności istnienia państwowego czy kapitalistycznego aparatu przymusu, istotne jest tylko by pomysły te realizować w życiu i to wtedy, kiedy jest się do nich naprawdę przekonanym, a nie od razu gdy tylko poczujemy ich „świeży i nowy zapach”. Warto też uważać na różnej maści specjalistów od budowania wolnego społeczeństwa, ich nowe pomysły, drogi prowadzące do szczęścia, często okazują się tylko ich – reszta czyli MY jest potrzebna tylko by sukces ICH uprawomocnić lub raczej urzeczywistnić, potem, musi się już tylko dostosować się do nowej „wolności”. Lepiej budować społeczeństwo ludzi wolnych dłużej, ale za to na solidnych fundamentach, prawdziwej, a nie wymuszonej wspólnocie. Idea choćby nie wiem jak wspaniała nie może być ponad ludźmi, tak jak dziś króluje ponad nimi zysk ekonomiczny nielicznej garstki wybrańców. Społeczeństwo to dziś bierna mas, bez robotników, studentów czy intelektualistów są tylko konsumenci. Możemy próbować zaspokoić ich pragnienia „ciągnąc” co nóż nowe inicjatywy, zapewne znajdą się chętni by je „kupić” i przyłączyć się do tej walki (4). Będzie to jednak jedynie walka „starych” konsumentów z „nowymi” alternatywnymi konsumentami – jakkolwiek długo będzie trwała, jej wynik jest oczywisty – „śmierć" żadnej ze stron nie zaszkodzi systemowi, w miejsce jednej czy drugiej zawsze będzie można wstawić coś nowego. Fakt, że walka o wolność trwa i trwać będzie jeszcze bardzo długo, zniechęci zapewne nie jednego rewolucjonistę, cóż zawsze można to odstawić i zadowolić się tym co daje system – w nim zupa w 10 minut, biel zawsze najbielsza, a wszystko pachnie nowością. Łukasz „Webciu” Weber (1) Guy Debord „Społeczeństwo Spektaklu” – Gdańsk 1998. (2) Erich Fromm „Mieć czy być?” - Poznań 1997. (3) Warto zwrócić uwagę, że tylko zadymy pokazywane są przez media i w tym miejscu należy się zastanowić, czy robi się to jedynie by protestujących, widz mógł kojarzyć z chuliganami i tym samym odbierał ich negatywnie. Radykalne rozwiązania przyciągają do ruchu jedynie radykałów, a z tymi już dawno nauczono sobie radzić, tak samo zresztą jak z każdą pojedynczą grupą społeczną, nie mogącą liczyć na solidarnościową pomoc z jakiejkolwiek strony. (4) Nie będzie ich zbyt wielu i nie zostaną zbyt długo, bo kapitalizm ma znacznie lepiej rozwinięty system reklamy i propagandy. |