|
Luddyści czyli wojna z przemysłem „Nie śpiewajcie już starych pieśni o Robin Hoodzie, jego czyny są niczym w porównaniu z Luddem który rozbijał maszyny.” Początek drugiej dekady dziewiętnastego wieku był początkiem wojny jaką rzemieślnicy wydali rozwijającemu się społeczeństwu industrialnemu. Ruch rzemieślników sprzeciwiających się industrializacji rozwinął się w północnych hrabstwach Yorkshire, Lancashire, Cheshire, Derbyshire i Nottinghamshire. Rozbito tysiące maszyn, podpalono fabryki, rozganiano handlujących przemysłowców a przede wszystkim wzbudzono nadzieję na wyjście z czarnej przyszłości jaka rysowała się dla większości społeczeństwa Anglii. POWSTANIE NOWEGO UKŁADU SPOŁECZNEGO I ZBURZENIE STAREGO Rewolucja Przemysłowa mająca miejsce między 1780 a 1830 rokiem zmieniła całkowicie realia społeczne w Anglii a następnie na całym świecie. Społeczeństwa na całym globie zamieniały się w tą samą monokulturę. Porównajmy styl pracy rzemieślników na początku i w trakcie rewolucji przemysłowej. Jest rok 1780. Typowy tkacz pracuje w domu, który jest jego warsztatem. Kiedy znużony jest pracą wychodzi do ogrodu przed domem i uprawia warzywa, którymi karmi rodzinę. W obydwu zajęciach wspomagany jest przez żonę i dzieci. Przemysłowiec dostarcza surowców , a następnie sprzedaje na rynku gotowe produkty. Robotnicy pracują jedynie tyle by starczyło na zapewnienie spokojnego bytu dla swej rodziny. Praca jest dopełnieniem życia a nie odwrotnie(!). A teraz przyjrzyjmy się sytuacji tych samych ludzi w roku 1814. W Manchesterze zbudowano setki fabryk wysokich na pięć, sześć pięter. Każda z nich ma komin wydalający z siebie czarny dym wskazujący na obecność silników parowych. Nad miastem unosi się wielka czarna chmura. Przez nią domy zmieniają swój kolor na czarny. Rzeka płynąca przez miasto przypomina jakiś kocioł z dziwną mazią. Olbrzymie przędzarki potrzebują wielu rąk pracujących bez ustanku – przydają się nawet dzieci. Fabryki zbudowane zostały nie tylko z powodu technicznych innowacji, ale także po to by kontrolować i ograniczać wpływy klas niższych. Widmo rewolucji nie spędzało snu z powiek bogaczy. Prawa grodzeniowe dały bogatym władzę nad ziemią. Teraz należało zrobić cos podobnego w miastach. Należało złamać ducha biednych. Jeden z osiemnastowiecznych pionierów industrializmu wymyślił projekt uczynienia biednych wydajnymi – wpadł mianowicie na pomysł stworzenia Domów Terroru gdzie biedni pracowaliby przez 14 godzin na dobę a wszelkie niezadowolenie karałoby się głodzeniem. pokolenie później Dom Terroru stał się rzeczywistością, zmieniając jedynie nazwę. Teraz była to fabryka. Fabryka oznaczała nieskończenie długi dzień pracy, straszliwe zanieczyszczenie, niebezpieczne warunki pracy, brak higieny, panoszące się wirusy, wczesną śmierć, dietę głodowa i kompletny brak wolności. Nikt nie szedł do fabryki z chęcią. Mężczyźni, wdowy po kolejnej wojnie, młode kobiety i często dzieci żyli w systemie opisanym przez jednego z mieszkańców Yorkshire w 1830 roku następującymi słowami: „jest to stan absolutnego niewolnictwa gorszy niż ten piekielny system zwany niewolnictwem”. Jeden z lekarzy opisały w 1831 roku robotników Manchesteru jako „rasę zdegenerowaną – ludzi skarlałych, wycieńczonych i zdeprawowanych”. Podobnie jak rolnicy byli wydziedziczeni przez system grodzenia tak samo rzemieślnicy popychani byli z sytuacji względnej autonomii do kompletnej zależności. Całe regiony, tysiące społeczności rozbijano tylko po to by zaspokoić mrzonki właścicieli fabryk. Większość populacji miała do wyboru głód na ulicy albo bycie niewolnikiem marnej pensji w fabryce przypominającej nowoczesne więzienie. Tak rozwijały się miasta a z nimi ludzka bieda. Pisano petycje do parlamentu, organizowano spotkania i wiece, ale wszystko to zdało się na nic. Liczyć można było tylko na siebie. I tak tkacze wzięli sprawę w swoje ręce. NARODZINY LUDDYZMU Jest noc 4 listopada, pochmurny poniedziałek, choć jeszcze nie tak chłodny jak w zimę. W małej wiosce Bulwell 4 mila na północ od Nottingham grupa ludzi zebrana w ciemnościach z osmolonymi twarzami, z młotkami, siekierami, rewolwerami w dłoniach maszeruje do swego celi. Przed domem nadzorcy Hollingswortha ustawiają kogoś na czatach by upewnić się, że sąsiedzi nie będą w niczym przeszkadzać. Następnie wyłamują drzwi, dostają się do środka... i niszczą kilka krosen. Potem zbierają się w wyznaczonym miejscu, odczytana jest lista i przy każdym odczytanym numerze oddana jest salwa. Tydzień później tym razem w sobotę robotnicy atakują ponownie. Procedura jest podobna, niektórzy mają cześć twarzy zakrytą szalikiem. Hollingsworth jest przygotowany na atak. Krosna wysłał na przechowanie do Nottinhham, zebrał też siedmiu pracowników, którzy z muszkietami pilnują siedmiu pozostałych krosen. Kiedy Hollingsworth odmawia wpuszczenia robotników do środka, zaczyna się strzelanina. Ginie młody tkacz z sąsiedniej wioski John Wesley. Przed śmiercią mówi następujące słowa: „Róbcie dalej swoje. Umieram w słusznej walce!”. Ciało Wasleya towarzysze niosą do lasu, a następnie wracają i ze zdwojoną furią włamują się do domu. Następnie rozbijają wszystkie maszyny, większość mebli, podpalają dom i uciekają bez bycia rozpoznanym. Tej samej nocy inna grupa włamuje się do sklepu i niszczy jedenaście krosen w mieście Kimberly... W następny wtorek robotnicy o twarzach osmolonych węglem rozbijają transport dziewięciu warsztatów tkackich firmy Maltby i Brewett w mieście Sutton piętnaście mil od Nottingham. Części metalowe wyginane są do stanu bezużyteczności, a z zebranego drewna rozpalone jest ognisko. Tego samego wieczoru tysiąc ludzi z sąsiednich wiosek zbiera się na głównej drodze do Sutton i maszeruje z młotami i siekierami na miasto. Około 300 osób posiada broń palną. Liczba rozbitych maszyn według tego co powiedzieli uczestnicy akcji waha się między 37 a 70. Zniszczone są krosna najważniejszych tkaczy w mieście, a jeden z nich na widok tego co się stało wpada w obłęd i wkrótce umiera. Wieści o kolejnych akcjach rozchodzą się po karczmach od wioski do wioski. Tworzą się społeczności. W ostatnim tygodniu listopada zniszczonych jest 100 krosen, w grudniu kolejne 150. Duch buntu rozchodzi się po wszystkich sąsiednich hrabstwach. Na drzwiach warsztatów rozklejane są plakaty ostrzegające wyzyskiwaczy przez ARMIĄ NEDA LUDDA. Dla wielu wystarcza groźba. Większość literatury luddystycznej wymienia imię Generała Ludda, ale faktycznie nikt taki nie istniał. Było to jedynie odniesienie do opowieści ludowej według której młody chłopak z Nottinghamshire pod koniec poprzedniego stulecia rozbija w złości własny warsztat tkacki. Rozbijanie maszyn miało nieraz miejsce w poprzednim stuleciu. Według wielu współczesnych związkowców ruch luddystyczny był czymś prymitywnym i mało skutecznym na dłuższą metę. Należy jednak zrozumieć siłę i wymiar luddyzmu. Te osmolone sylwetki maszerujące po polach w kierunku fabryki to ludzie którzy znali się od dziecka. Bawili się w podobne zabawy kiedy byli dziećmi (jak choćby „walka z Francuzami”). Słuchali historii o bohaterach walczących o sprawiedliwość społeczną. Nie było to więc pokolenie wychowane na żółwiach ninja i porównanie luddystów do kibiców piłkarskich jest daleko chybione. 24 kwietnia 1812 roku przeprowadzony został skuteczny atak w Bolton zaraz po tym gdy żołnierze opuścili strzeżony warsztat. 50 osób prowadzonych przez dwie dziewczyny, 19 letnią Myry Molyneux i jej 15 letnia siostrę Lidię podpaliło warsztat. Bunty wybuchały nie tylko w branży tkackiej. Cały północny zachód stał na pograniczu rewolucji. PAŃSTWO WALCZY Z LUDDYSTAMI „Te łotry, ci tkacze, wszyscy się buntują wzywając ludzi do walki o prawa, wieszajmy ich wszystkich pod każdą fabryką niech się skończy plebejska zabawa. Bo ludzi produkuje się łatwiej niż maszyny pończoch sprzedaje się lepiej niż życie, szubienice w Sherwood – to będzie widowisko jak kwitnie Handel, jak Wolność żyje zobaczycie. Niektórym, mam nadzieje to wyda się dziwne kiedy Głód przemawia, kiedy Bieda wszędzie gości że życie ceni się mniej niż pończochy i łamanie krosen jest łamaniem kości. Logicznie rzecz biorąc, każdy tu chyba przyzna mi
rację że po innej stronie widzę tu winę – czas chyba rozbić krosna wszystkich tych głupców którzy proszeni o litość podają wciąż linę”. Byron Na północ wysłane zostały oddziały wojska. Oczy i uszy społeczności były jednak otwarte i luddyści pozostawali w większości nieuchwytni. Nie ma bowiem lepszego wywiadu niż duch społecznej solidarności. Jak opisał to Byron:„Ciągłe marsze i wymarsze! Od Nottingham do Bulwell, od Bulwell do Banford, od Banford do Mansfield. I kiedy już odział docierał z odpowiednią pompą na miejsce, znajdował jedynie rozbite krosna i inne ślady po ‘złoczyńcach’. Spotykał jedynie ironiczny śmiech starych kobiet i piski dzieci” Państwo podjęło walkę z luddystami. Rozbijanie krosen karane było wysłaniem na 14 lat do Australii. 5 marca 1812 roku parlament zatwierdził ustawę, która karała niszczenie maszyn karą śmierci. Na północy ustawiono armię stacjonarną. Do maja 1812 roku zebrano 14 400 żołnierzy włączając kawalerię i artylerię. Sekretarz do Spraw Wewnętrznych przyznał w tym czasie, że siły zebrane do stłumienia luddystów są największe pod względem liczby w dotychczasowej historii kraju. Od 1 maja armia kontrolowała obszar „trójkąta luddystów”. W mieście Huddersfield znajdowało się tysiąc żołnierzy podczas gdy ludność liczyła 10 tysięcy. W wymienionym obszarze na 70 ludzi przypadał jeden żołnierz. Doliczyć do tego jeszcze trzeba milicję lokalną liczącą 20 tysięcy na wymienionym obszarze. Stworzona tez specjalnych strażników i tak Bolton miało 400 strażników robiących co no rundki po mieście, Salford miał ich 1500 (10% męskiej populacji), Manchester miał 4000, a Nottingham 1000. Sprowadzano przeszkolonych szpiegów, oferowano wysokie nagrody dla informatorów. Społeczność była silna. Nieliczne były przypadki zdrady. Jednak wynikiem całej tej polityki rządu był brak działań. Większość ludzi bała się podejmować dalszą walkę. Coraz mniej rozbijano maszyn. Luddyści szukać musieli innych form działania. Coraz więcej notowano w tym okresie kradzieży broni. Okradano magazyny, mieszkania oficerów i żołnierzy. Ginęły pompy, krany, wszystko co dało się przerobić na kule. Wielu urzędników państwowych obawiało się otwartego powstania. Strategie rewolucyjne nie przekonywały jednak większości luddystów. I chociaż tworzenie związków zawodowych było nielegalne, sądy często się na to godziły w celu uspokojenia sfrustrowanych robotników. Kiedy się dyskutuje wtedy się nie walczy – taka była strategii rządu. Same związki (co niczym się nie różni od dzisiejszych czasów) odciągały robotników od sabotażu, namawiając ich do negocjacji z właścicielem fabryki. Według Zerzana „Ruch związkowy odegrał negatywną rolę w zwalczaniu luddyzmu, prowadząc do podziałów, niejasności i rozproszenia energii i solidarności poszczególnych grup”. 10 lat później związki zawodowe stały się legalne. Luddyzm w międzyczasie umierał powolną śmiercią. Nie było wielkiego finału. Znalazło się jednak kilku aktorów, którzy pozostawili siły na ostatni akt na scenie. Ostatnie wydarzenie luddystyczne miało miejsce w czerwcu 1817 roku. Szpieg rządowy Oliver namówił 200 ludzi z Pentrich aby dołączyli się do grupy Szkotów maszerujących na Londyn. Zamiast tego spotkało ich wojsko. 46 osób aresztowano, 3 powieszono, 14 wysłano do Australii, 9 wsadzono do więzienia. Luddyzm był ostatnim aktem walki ludu o swoje prawa. Po jego upadku biedota zaczęła stopniowo utożsamiać się z ideę pracy którą wcześniej odrzucali. Pojawiły się pojęcia „godności pracy” czy „grzechu lenistwa”. Krzywdy uległy racjonalizacji. Wroga i ciemięzcę postrzegano – niestety – coraz bardziej jako siłę anonimową i neutralną. Zaczęto oddawać się idei – tak przeciwnej luddystom – organizowania życia wokół pracy. Ruch związkowy nie przeciwstawiał się industrializmowi lecz chciał go kontrolować. W ten sposób przygotowywało się podłoże pod tek wiele bezeceństw jaki wydarzyły się w dwudziestym wieku. „DO DIABŁA Z WSZYSTKIMI KRÓLAMI! NIECH ŻYJE KRÓL LUDD !!!” P.S. Ustawa postulująca karę śmierci za zniszczenie maszyn nie spotkała się z żadnym sprzeciwiam w Izbie Lordów. Jedynie poeta Byron i jego przyjaciel, poeta Shelley zbierali fundusze na dzieci luddystów. Jako odzew na luddyzm, żona Shelleya, Mary Shelley, napisała „Frankensteina”, najbardziej elokwentny i piękny traktat przeciw maszynie. Co ciekawe, rodzicami Mary byli William Godwin, jeden z pionierów anarchizmu i Mary Wolfenscraft, jedna z pierwszych feministek. Z powodu różnicy zdań na temat luddyzmu, Byron odszedł od pierwszej żony. Jego córka wychowywana była w nienawiści do wartości którym hołdował ojciec: natury, szczerości i miłości. Wychowywała się w uwielbieniu matematyki i maszynerii. Pracując z Babbagem, wynalazcą pierwszego komputera, wymyśliła programowanie. W nagrodę amerykański komputer kontrolujący pociski atomowe nosi jej imię. |